Dmuchnęłam na bloga i pod opadającym kurzem pokazał się nowy wpis. Przeczytasz? Dzisiaj o tym jak się NIE UCZYĆ francuskiego.

Sposób pierwszy – uczysz się zrywami
Początek roku, postanowienia: rzucę palenie, zacznę ćwiczyć, ogarnę wreszcie kuchenne szafki, znajdę zgubione skarpetki, pójdę (raz) do pracy pieszo, wypiję ciepłą kawę, zjem dwie czekoladki zamiast jednej… Zanim górnolotne cele ustąpią miejsca zwyczajnemu, sprawnemu funkcjonowaniu (o które zimą najtrudniej!), często przychodzi nam do głowy pomysł podjęcia się nauki języka. O, francuski! Czemu nie! Spoko język, przyda się w podróży, Jacques Brel, Tour Eiffel, wulewu kusze awek mła, #swag.
Fajny słownik w promocji, rozmówki gratis, dwie aplikacje na telefon, repetytorium, fajna strona to sobie dodam do zakładek, okej! Wszystko gotowe.
Albo i nie.
Bo jeszcze zeszyt fajny do słówek. Tylko linie czy kratka? Choinko zielona, a może gładki? A kiedyś w Biedronce były takie fajne karteczki samoprzylepne, jak znalazł do zaznaczania przydatnych zwrotów, podjadę i sprawdzę, może gdzieś jeszcze są. Karteczek nie ma, za to śliwka w czekoladzie w promocji. Merde, Biedronko! Znowu mi to robisz!!!

No nie. Nie.

CHCĘ a CHCE MI SIĘ to dwa zupełnie różne czasowniki i trzeba sobie z nimi zrobić porządek. Nie chodzi tutaj zresztą tylko i wyłącznie o początek nauki języka (opisany wyżej ciąg zdarzeń idealnie odzwierciedla moją wyboistą drogę do powrotu do włoskiego – a fragment o zeszycie TO AUTENTYK 100% ma vie. Ile ja się go naszukałam… wybrałam w linie, ale kropkowane). Kontynuacja nauki, przygotowanie do egzaminu albo do wyjazdu – często płoniemy gorącym, ale krótkim płomieniem. Zorientowani na cel, gotujący się w blokach startowych, aż nas palce świerzbią – strzał – sprint – i zadyszka. A tu jak z miłością – liczą się de petits gestes au quotidiens:

  • jakiś kwiatek w postaci rozpisania sobie wyjątkowo trudnego czasownika na pięknym papierze (a niech mnie, no dobra, piękne papiery się przydają!),
  • jakieś całusy, na przykład trzy dziennie, na przykład w formie trzech zdań z życia wziętych, przetłumaczonych na francuski (tutaj ukłon w stronę mojej uczennicy M., która takie zdania sobie zapisuje sama z siebie, garściami, nie szczędząc sobie różnych konstrukcji i doskonale się przy tym bawiąc),
  • jakaś bombonierka, kaloryczna, ale uskrzydlająca, na przykład przestawienie języka w telefonie – wszystkie jego funkcje dobrze znasz, bo to pierwsza rzecz, po którą sięgasz rano i ostatnia, którą masz w ręce wieczorem, i jakakolwiek moja opinia na ten temat faktu tego nie zmieni. Więc od dzisiaj Ustawienia zmień na Paramètres, Wiadomości na Messages a Twój telefon zacznie gadać do Ciebie na vousi od razu poczujesz się lepiej. A ostatnio Jacek Niezastąpiony, czyli pan od francuskiego pisał na swoim blogu o przestawieniu Facebooka na francuski.

Sposób drugi – nie słuchasz
Miałam wspaniałą nauczycielkę francuskiego. Mam nadzieję, że ucząc jestem choć w jednej milionowej tak wyrozumiała i cierpliwa jak ona. Muszę jednak oddać cesarzowi, co cesarza i przyznać, że mój francuski wskoczył na piąty bieg dzięki pewnemu prezenterowi o bujnym włosie nazwiskiem Pujadas. Na drugim roku studiów spędzałam z nim bowiem każdy. serio. każdy wieczór oglądając główne wydanie francuskich wiadomości.
Nie wiem skąd wzięłam do tego motywację, nie wiem jakim cudem robiłam to sumiennie dwa semestry, ale pamiętam, że ilekolwiek bym nie miała do zrobienia, to choćby z oczami na zapałkach odpalałam stronę PLUZZ.FR i nawet ignorując tę bujną fryzurę i na przykład rysując czy po prostu siedząc w fotelu słuchałam sobie francuskiego. Nie mówię tego po to, by zabłysnąć, stwierdzam po prostu, że nauczyłam się francuskiego słuchając. Nie wyobrażam sobie nie słuchać, ucząc się języka. To jakbyście chcieli nauczyć się śpiewać nigdy nie słuchając muzyki. No nie da się! To dlatego gdy robię swoje nauczycielskie zapasy kupując nowe książki, od razu rozrywam kopertę z płytą, osłuchuję się z nią, przekładam do mojej wielkiej kasetki na płyty i katuję Was odsłuchami, aż mi się moja kasetka rozwaliła. Najważniejszy sprzęt w mojej sali, zaraz po łapkach na muchy, papierze toaletowym i pucharze za wybitne osiągnięcia to KABEL pozwalający na połączenie radia z telefonem albo tabletem. Bez niego jestem jak bez ręki bo uważam, że słuchać TRZEBA. A ile, czego i skąd – to już pozostawiam Waszej wyobraźni. Moje ulubione źródła to:

  • wspomniany serwis PLUZZ.FR – można tu obejrzeć sporo programów, nadawanych przez francuskie kanały telewizyjne, czyli seriale, wiadomości, prognozę pogody, programy rozrywkowe. Nie wszystkie, bo tylko część jest dostępna dla użytkowników za granicami Francji, ale jest tego naprawdę sporo. Zachęcam, testowałam na sobie, a najprzeróżniejsze słówka, które jakimś cudem trzymają się mojej głowy znam właśnie stąd.
  • Podcast français facile – Vincent robi naprawdę dobrą robotę. Znajdziecie tu ćwiczenia praktycznie na wszystko, zawsze z towarzystwem nagrań, zwykle w dwóch prędkościach – wolnej i naturalnej. Bierzcie i słuchajcie!
  • Blogi są passé. Teray ogląda się vlogi. I vlogerów. I vlogerki oczywiście. A jeśli się ogląda, to słucha się też. Jest tego tyle, że cokolwiek Was interesuje, to ktoś już robi o tym vloga. Po francusku. Są tu i absolutne gwiazdy, takie jak Norman i Cyprien, i mniej znane, ale nie mniej francuskie postaci. Do moich ulubionych należą:
    jenesuispasjolie – mogłabym jej słuchać w nieskończoność
    Andy –  – lekko, ładnie, akurat!
    Lolywood – autorzy alternatywnego hitu Euro 2016, którym dzieliłam się z Wami latem na moim profilu na facebooku.

Sposób trzeci – uczysz się samemu
Według mnie najlepsze rzeczy w życiu trzeba robić z kimś. Grilla nad jeziorem nie zrobisz tylko dla siebie, bo nie będzie Ci się chciało i nie ma to zresztą większego sensu. O wiele przyjemniej jest zaprosić rodzinę lub znajomych i wspólnie spędzić takie popołudnie, prawda? Wierzę, że podobnie jest z nauką języka – o wiele weselej i produktywniej jest zaprosić do tego drugą osobę.

Może to być nauczyciel – dobrze przygotowany, znający dobrze język, którego uczy, który kiedyś sam zaczynał albo był na tym samym etapie, co Ty teraz i może podpowiedzieć jak się zabrać za tego słonia zwanego nauką języka. Pamiętaj, że każdy musi sobie wybrać takiego nauczyciela, z jakim mu po drodze. Jeśli nie ma między Wami chemii – da się, ale będzie trudniej. Jeśli tego nie czujesz – pomyśl o zmianie.

Może to być Twój rówieśnik, który razem z Tobą przebrnie przez passé composé, futur simple, stopniowanie przysłówków i okoliczniki czasu. Osoba, która będzie Twoim towarzyszem doli (gdy uda Ci się ogarnąć, że participe passé od vivre to vécu) i niedoli (gdy nie postawisz akcentu nad e na Szczecin, tylko na Suwałki). A jeśli różnica wieku między Wami sięga na przykład pokolenia? Nic nie stoi na przeszkodzie. Wartości, jakie się wynosi z takiego duetu są bezcenne – młodsi mają może sprawniejszą głowę, więc nadają tempo, ale starsi są o wiele bardziej zdeterminowani i trzymają motywację w cuglach.

A może Twój towarzysz nauki jeszcze Cię nie zna? Kojarzysz portal Tandem? Jeśli chcesz porozmawiać po francusku o nowym prezydencie Stanów Zjednoczonych, o francuskich filmach, o tym, czy w Twoim kraju warto zostawiać napiwek w taksówce albo po prostu pogadać, ale po francusku, to może być dobry pomysł. A może, kiedy poznacie się już lepiej, którąś z lekcji zwieńczy zaproszenie do Lyonu albo Montpellier?

Dajcie znać co myślicie o mojej liście. Czego słuchacie po francusku? Z kim ćwiczycie wyjątki z futur simple? No i najważniejsze – Wasz zeszyt do francuskiego jest w twardej czy w miękkiej oprawie?
Czekam na komentarze!

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *