Jest późny poranek w środku lata a Ty nie masz w lodówce nic na śniadanie. Głód wywabia Cię z domu na targ, gdzie sprytni sprzedawcy umiejętnie eksponują pieczywo, sery, wędliny, warzywa w najprzeróżniejszych kształtach i kolorach. Wszystko tonie w kwiatach, a prosto z otwartego bagażnika jeden zaradny sprzedaje słodycze zza Odry w pięknych, błyszczących opakowaniach. Masz ochotę na wszystko i na nic – przed Tobą długi dzień pełen wrażeń, trzeba Ci czegoś sycącego ale i lekkiego. I wtedy stajesz przed dziewczyną serwującą pokrojone świeże owoce, ułożone tęczą kolorów w poręcznych kubeczkach. Już wiesz, co zjesz na śniadanie. Ja chcę być tą dziewczyną, a moje lekcje – takim pożywieniem.

Nie potrafię tego wytłumaczyć, ale zwykle to, co planuję skrupulatnie z zeszytem w ręku nie wypala, a coś, co wymyśla się samo zaskakuje nawet i mnie, bo okazuje się trafione. To lato jest dla mnie przede wszystkim czasem na odpoczynek i nadrobienie rodzinnych zaległości po bardzo pracowitym roku szkolnym, ale bardzo chciałam znaleźć chwilę na coś, co roboczo nazwałam francuskim kopniakiem. Takim dla siebie samej, dla podsycenia tego żaru, na którym jedzie moje ognisko. Zaczęłam od czegoś, przed czym miałam pewne obawy – włączyłam przednią kamerę w telefonie i zaczęłam gadać. Powstało krótkie powitanie, które znajdziesz przypięte na górze francuskiej strony, a mnie zmiotło z nóg.

Przecież francuski trzeba słyszeć! Jak mogę kogokolwiek przekonywać do uczenia się razem, jeśli w tych całych facebookach i instagramach ja się w ogóle po francusku nie odzywam?! Ja, która do słuchania przekonuję zawsze i kogo tylko się da, która sama twierdzę i wierzę, że nauczyłam się francuskiego dzięki randkom z radio i dziennikiem telewizyjnym?! Nigdy nie będę brzmieć jak Francuzka i złudzeń nie mam, ale nie o to chodzi – pokażę tyle ile umiem na sprzęcie jakim dysponuję i od serca, które dzięki zaufaniu moich Uczniów przez ostatnie trzy lata urosło mi pod samą brodę. W filmie powiedziało mi się j’adore le français. Głowa zaczęła pracować – jak można to powiedzieć inaczej i czemu nie zrobić o tym lekcji? Szybka wiadomość do mojej koleżanki ze studiów w Poznaniu – Pauline, podpowiedz, jak mówicie jeśli coś uwielbiacie? Garść słówek, edytor tekstu, kilka chwil z grafiką, zapisz jako PDF, a że Facebook oszalał na punkcie botów, wysyłających automatycznie dowolne odpowiedzi z dowolnymi załącznikami, już wiedziałam jak plik odnajdzie do Was drogę.

Lekkie lekcje - z czym to się je? 3

Zdaję sobie sprawę, że moje lekcje są niedoskonałe, tak jak wśród owoców czasem trafić się może większa pestka albo gorzka malina. Chciałabym zaoferować każdemu materiały idealnie dobrane do poziomu językowego i technicznie perfekcyjne. Boję się jednak, że wtedy wpadłabym w pułapkę i nigdy nie była zadowolona z efektu, bo zawsze można coś poprawić, przerobić albo zrobić na nowo. Potrzebowałabym na to ogromnie więcej czasu, który teraz przede wszystkim należy się moim chłopakom. Na tyle, na ile mogę, macie mnie jednak w całości!​

W najbliższy piątek czwarta lekcja. Jeśli ktoś jeszcze nie pobrał pierwszej, drugiej albo trzeciej, albo właśnie na nie natrafił – bardzo proszę się częstować! Pod każdą grafiką w pokazie slajdów kryje się link do lekcji.
​W tym wpisie będę partiami aktualizować linki, tak by łatwo można było pobrać pliki i się nimi dzielić. Jak dobrą owocową przekąską!

Dziękuję Wam za zaangażowanie w ten projekt. Nie przywiązuję specjalnej wagi do liczb, ale nie mogę nie zauważyć, że dzięki lekkim lekcjom jest Was na facebooku dwa razy więcej, a maili na skrzynce przybywa. Dziękuję za każdą wiadomość, za maile przesłane przez formularz na tej stronie, za słowa wsparcia i zachęty.

W podziękowaniu mam dla Was BONUS – pod trzecią lekcją na facebooku pojawiło się mnóstwo komentarzy o znienawidzonych przez Was dźwiękach. Znajdziecie je razem z kilkoma czasem dosadnymi wyrażeniami w pliku, który pobierzecie klikając na obrazek poniżej!

Lekkie lekcje - z czym to się je? 13

Na moim straganie przynajmniej do końca wakacji w każdy piątek czekać na Was będzie świeża dostawa lekko podanych i lekkostrawnych materiałów, tak jak umiem najlepiej. A co potem? Lekcje wideo zostaną z nami na dłużej. Chciałabym nawiązać współpracę z innymi nauczycielami francuskiego. Marzy mi się też zorganizowanie pewnego wyzwania. Do tego lepsza, bardziej funkcjonalna strona internetowa. A doba taka krótka…

Na pewno będzie praktycznie, lekko i z humorem. Tak jak lubię! 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *