Słyszysz „literatura francuska” i kolano samo ugina się do nabożnej modlitwy, której przypatruje się tysiące wiekowych oczu. Hugo, Balzac, Zola – kanon, świętość, « à lire absolument », w wydaniu kolekcjonerskim i kieszonkowym, na każdej półce, pod każdą strzechą, obok każdego łóżka osoby, która chce mienić się człowiekiem oczytanym i światowym. Literackie podróże znanymi, po wielokroć omówionymi przez specjalistów trasami – kto tego nie lubi? Od czasu do czasu warto jednak skręcić w boczną uliczkę i przejść się szlakiem, którego nie wydeptały jeszcze tłumy turystów, a który, choć wymaga od czytelników trochę innych narzędzi lektury, jak mało co wart jest przechadzki.

Jeśli drzemią w Was pragnienia takich spacerów, przyjrzyjcie się ze mną trzem książkom, które, choć napisane po francusku, spuszczają trochę powietrza z nadmuchanego balonu świętego zjawiska « la littérature française ». Genialnie skonstruowana polemika z arcydziełem? Oniryczne, pachnące magią zwierzenia człowieka o dwóch duszach? A może kompletnie szalona, upajająca jazda bez trzymanki i przecinków? W marcowym menu po francuskiej stronie trzy doskonałe powieści, bardzo różne, a jednak połączone z sobą pewnym niesamowitym motywem. Gotowi na offroad? Będzie trzęsło!

"Odsprzedaję ciszę zza kulis, gdy opustoszeje sala". Kamel Daoud i jego "Sprawa Meursaulta" 3​„Sprawa Meursaulta”

Wziąć się za bary z jednym z najpoczytniejszych francuskich autorów – na taką zuchwałość może poważyć się chyba tylko inny poczytny autor. A jednak „Sprawa Meursaulta” (Meursault, contre-enquête), literacka kontynuacja „Obcego” Alberta Camusa, to pierwsza powieść w dorobku reportera Kamela Daouda. I być może właśnie temu zawdzięczamy pojawienie się tej smutnej opowieści-oskarżenia, książki tak naszpikowanej refleksjami na temat języka, że całą można byłoby ją przepisać jak cytat.

W wielkim skrócie: w kulminacyjnym momencie „Obcego” pewien Francuz, niejaki Meursault, zabija na plaży człowieka, a powieść stawia pytania o naturę zbrodni. I o ile zabójcę na kartach tej powieści poznajemy dobrze – dzięki narracji w pierwszej osobie liczby pojedynczej, która wciąga i oślepia jak gorące słońce, o tyle o zabitym nie wiemy absolutnie nic ponad to, że był Arabem.

​Ta ciemna plama stanowi punkt wyjścia dla powieści Daouda i jest to pomysł absolutnie genialny. Oto brat zabitego, siedząc po latach w dusznym barze, żali się notującemu jego opowieść dziennikarzowi, że świat zignorował tego, który stracił życie, a skupił się na rzewnej opowieści mordercy, który „zgrywa umarłego i rozwodzi się nad tym, jak to stracił matkę i w słońcu postradał zmysły”. Narrator celuje swój wyciągnięty palec w zbyt gładki język i zupełne pominięcie podmiotowości ofiary. Przywrócić jej głos, przepisać tę historię na nowo, „od prawej strony do lewej, czyli zaczynając od ciała, jeszcze żywego”: oto ambicja narratora.

A narrator „Sprawy Meursaulta” to konstrukcja wyjątkowa. Bez tożsamości, bez ojca, bez rodziny, poruszający się po terytorium obcego języka. Nauczył się go, by czytać oszalałej po stracie ukochanego syna matce wycinki francuskiej gazety, w których ta ciągle ma nadzieję znaleźć więcej informacji. Przezroczysty, jest tylko imieniem i głosem, które odczytują uparcie i nieustannie ten sam tekst:

Nie nauczyłem się czytać po to, żeby mówić jak inni, ale żeby odnaleźć zabójcę […]. Najpierw umiałem ledwie co rozszyfrować dwa wycinki z gazet, które mama przechowywała zwinięte na piersi jak relikwie, i które opowiadały o zabójstwie „Araba”. Im pewniej czułem się w sztuce czytania, tym chętniej zniekształcałem treść artykułu i upiększałem opowieść o śmierci Musy. Mama regularnie podawała mi wycinki, prosząc: „Przeczytaj jeszcze raz, zobacz, czy nie mówią jeszcze czegoś, czego wcześniej nie rozumiałeś”. Całe to czytanie trwało prawie 10 lat. Wiem, bo oba teksty znam na pamięć.

"Odsprzedaję ciszę zza kulis, gdy opustoszeje sala". Kamel Daoud i jego "Sprawa Meursaulta" 4​Niezmiernie się cieszę, że trafił w moje ręce przekład tej powieści i wiem, że przy najbliższej okazji zaopatrzę się w wersję francuskojęzyczną, bo Kamel Daoud pięknie pisze o języku. Czytać takie słowa po francusku – to musi być przyjemność sama w sobie:
"Odsprzedaję ciszę zza kulis, gdy opustoszeje sala". Kamel Daoud i jego "Sprawa Meursaulta" 5​Wnikliwym obserwacjom nie wymyka się sam tekst „Obcego”, język tej powieści, jej konstrukcja. Czytamy:

Szybko zorientowałem się, na czym polega geniusz twojego bohatera: rozrywa on zwykłą, potoczną mowę i przedostaje się na drugą stronę królestwa, tam, gdzie czeka wstrząsający język, którym można inaczej opowiedzieć świat. Właśnie! Twój bohater dlatego tak dobrze opowiada o zabójstwie […], że zdobył nowe terytorium – nieznany język o potężnym uścisku, bezlitośnie szlifujący kamień słów […]. Myślę, że to właśnie jest wielki styl: mówić z surową precyzją, jaką narzucają ostatnie chwile życia. Wyobraź sobie umierającego człowieka i wypowiadane przez niego słowa. Na tym polega geniusz twojego bohatera: opisuje świat, jakby nieustannie umierał, i oszczędza słowa jak oddechy.

​To prawda, taki jest język „Obcego” – zdania są okrągłe i ostre jednocześnie, krótkie, obliczone tak, że nie sposób nic od nich odjąć ani do nich dopowiedzieć. W „Sprawie Meursaulta” jest inne drżenie, inna wrażliwość, z którą moim zdaniem naprawdę warto spędzić wieczór. Mój minął bardzo szybko, a echo tej książki do teraz tłucze mi się po głowie.
"Odsprzedaję ciszę zza kulis, gdy opustoszeje sala". Kamel Daoud i jego "Sprawa Meursaulta" 6Książkę w świetnym przekładzie Małgorzaty Szczurek opublikowało Wydawnictwo Karakter, a ponieważ marzec jest miesiącem, w którym świętujemy miłość do wszystkiego co francuskie, zaproszę Was na jeszcze dwie literackie wycieczki. Bądźcie czujni, bo jeśli zdołam obudzić w Was apetyt na literaturę spoza kanonu, będziecie mogli się nią poczęstować! Na razie więcej szczegółów nie zdradzam. To palec pod budkę, kto chętnie zmierzyłby się ze “Sprawą Meursaulta”?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *