– Mam dla ciebie trochę książek po francusku, zobacz, są tam w torbie – tymi słowami przywitała mnie kiedyś mama, wskazując na reklamówkę w kolorowe wzory. Całe mnóstwo niewielkich tomików, okładki ozdobione portretami par już-już składających sobie ogniste pocałunki, a wszystkie opatrzone charakterystycznymi literami układającymi się w słowo…

– Harlequin! Skąd to masz? – krzyknęłam, serce gwałtownie przyspieszyło, a policzki spąsowiały… No dobra, lekko przeginam i ukwiecam mój styl pisania, ale to dlatego, że specjalnie dla Was spędziłam kilka ostatnich godzin, przeczesując te arcydzieła literatury i wybrałam z nich kilkanaście ognistych wyrażeń. O miłości po francusku – w sam raz na Walentynki!

« Il est beau comme un dieu… » – a-t-elle balbutié.
“On jest przystojny niczym bóg…” – wyszeptała z trudem.

Poza oczywistą urodą porównania, to zdanie przynosi ciekawy czasownik. Słownik Larousse tłumaczy “balbutier” jako mówienie, które przychodzi z trudem ze względu na towarzyszące mu emocje. Polskim odpowiednikiem mógłby być czasownik “bełkotać”, mam jednak wrażenie, że niesie on ze sobą negatywne skojarzenia – jak gadanie po butelce Côtes du Rhône…

Cora a sursauté, et son coeur s’est soudain mis à battre à tout rompre dans sa poitrine.
Cora podskoczyła, a serce w jej piersi nagle zaczęło walić młotem.

À tout rompre, czyli głośno, mocno. “Rompre” oznacza też zrywać z kimś znajomość – przyjacielską, jak i miłosną. Z tym to jednak może poczekajcie do 15 lutego…

Elle est devenue aussi rouge qu’une pivoine.
Zrobiła się czerwona jak piwonia.

To ciekawe, bo po polsku najczęściej pąsowieje się jak róża. Co kraj, to kwiatowy obyczaj.

En se penchant vers elle, il a plongé ses yeux noirs et impénétrables dans les siens.
Pochylając się ku niej, zanurzył swoje czarne i nieprzeniknione spojrzenie w jej oczach.

Kurka dziurka, to chyba moje ulubione. Nie tylko ze względu na obezwładniający aspekt erotyczno-romantyczny, ale też – a może przede wszystkim – z uwagi na nieprzekładalną urodę tego ostatniego zaimka dzierżawczego. Les siens, czyli “te jej”, w sensie jej oczy. “Zanurzył swoje czarne i nieprzeniknione oczy w jej.” Ale czym? Można też zaryzykować powtórzenie: “Zanurzył swoje czarne i nieprzeniknione oczy w jej oczach.” Pytanie co to nam robi z urodą tego zdania. Ach, te oczy…

Moi, j’espérais une sortie en tête-à-tête…
A ja miałam nadzieję na wyjście we dwoje…

Obok vis-à-vis, tête-à-tête zna się jeszcze zanim usiądzie się porządnie do francuskiego. Przeniknęło nawet do polszczyzny i oznacza randkę, flirtowanie, bycie tylko we dwoje. Marzenie młodych rodziców!

Il avait la réputation d’être un incorrigible don Juan.
Miał reputację niepoprawnego donżuana.

Bardzo wiele antonimów (przeciwieństw) w języku francuskim tworzy się przez dodanie do przymiotnika przedrostka in-, jak:

infini – nieskończony,
intraduisible – nieprzetłumaczalny,
inadapté – nieprzystosowany
insupportable – nie do zniesienia,
inimaginable – niewyobrażalny.

Zapamiętajcie też te słowa, które same w sobie nie są zaprzeczeniem innego przymiotnika do pary, ale są dość popularne:

inquiétant – niepokojący,
incontournable – taki, którego nie można pominąć,
indolent – leniwy, gnuśny, taki, który niezbyt się przejmuje,
intouchable – nietykalny, nienaruszalny.

Il la fixait avec une intensité qui la troublait profondément.
Intensywność jego spojrzenia głęboko ją poruszała.

Jeśli jakaś dziewczyna gapi się na twojego kolegę, można mu powiedzieć:

“regarde comme elle te fixe” – zobacz jak ona cię namierza,

“elle te dévisage” – ona się na ciebie gapi,

“comme elle te scrute, mec” – jak ona cię lustruje, ziom,

“on dirait qu’elle t’épluche !” To ostatnie oznacza “obierać ze skórki”, ale gdy ktoś przygląda ci się bacznie, najpewniej po to, by znaleźć jakiś szczegół, który mu / jej się nie spodoba, śmiało użyj tego wyrażenia!

Un silence pesant s’est installé entre eux.
Zaległa między nimi ciężka cisza.

Rzeczownik “un silence” zaskakuje, bo jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że “cisza” jest rodzaju żeńskiego. A tu klops… Jakby tego było mało, to w tym wpisie na moim blogu przeczytasz o 13 rzeczownikach, które zmieniają znaczenie wraz ze zmianą rodzaju.

Toute la nuit, elle avait songé à Karl, à ses bras musclés, à la chaleur de ses baisers…
Całą noc myślała o Karlu, jego umięśnionych ramionach, o cieple jego pocałunków…

A rano musiała nałożyć krem na yeux pochés, czyli podkrążone oczy. 

Uwaga na słowo “baiser”! Z rodzajnikiem oznacza “pocałunek”, ale jako czasownik znaczenie ma o wiele GŁĘBSZE, bo oznacza ni mniej, ni więcej, tylko bzykać. Ach, te francuskie słówka! Jeśli więc chcecie wysłać sympatii buziaka na koniec dnia, napiszcie “un baiser”. I dodajcie emotkę z dzióbkiem. Chyba, że nie chcecie, by wieczór kończył się zbyt szybko… 😉

Umówmy się – te romansidła nie reprezentują literatury najwyższych lotów. Przedstawiają dość uproszczoną i seksistowską wizję świata, w której to mężczyźni o ognistym spojrzeniu i dość nieokrzesanym charakterze rządzą dniami i nocami opętanych nimi dam. Co więcej, są to tłumaczenia amerykańskich tasiemców, a doświadczenia lektury nie umilają “hamerykańskie” imiona czy nazwy własne. Wychodzę jednak z założenia, że zamiast czekać na lektury idealne, warto czytać co się da i wyciągać z tego francuskie zwroty i słówka, które mogą okazać się przydatne w codziennym życiu. Nauka francuskiego nie musi odbywać się tylko z ambitnych źródeł!

Jeden komentarz do “O miłości po francusku – czego nauczysz się z Harlequinów?”

  1. W liceum zaczytywałam się historiami śledztw komisarza Maigret w rytmie w jakim pisał sam Simenon: jedna powieść tygodniowo. Te książki miały dla mnie trzy główne zalety:
    1. Były. W latach 70-tych XX wieku w małym dolnośląskim mieście zdobycie literatury francuskiej w oryginale graniczyło z cudem;
    2. Simenon używał słownictwa ograniczającego się do +/- 600 słów. Zawsze wracały więc znane już słowa czy wyrażenia;
    3. Śledziłam na planie Paryża przemieszczanie się komisarza i różne miejsca akcji. Dzięki temu, gdy w wieku 17 lat znalazłam się w tym mieście, miałam wrażenie że jestem u siebie bo znałam na pamięć nazwy i położenie ulic, placów i stacji metra.
    Morał: jeżeli chcemy nauczyć się języka i poznać specyfikę kraju czytajmy wszystko, nawet powieścidła czy etykiety z cammemberta. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *